Na warszawskiej Saskiej Kępie doszło do dramatycznego zdarzenia, które wstrząsnęło mieszkańcami okolicy. Z jednej z posesji przy ulicy Walecznych wydostał się duży pies, przypominający rasę typu amstaff lub pitbull. Zwierzę zaatakowało małego teriera o imieniu Leoś, spacerującego ze swoją właścicielką. Niestety, pies nie przeżył ataku.
Dramatyczne chwile na oczach przechodniów
Do zdarzenia doszło we wtorkowe popołudnie, około godziny 16. Jak relacjonują świadkowie, pies wypadł z otwartej furtki i rzucił się na mniejszego czworonoga bez żadnego ostrzeżenia. Właścicielka Leosia próbowała bronić swojego pupila, jednak została poważnie pogryziona.
– Ten pies pojawił się nagle i po prostu go dopadł. Nie było żadnego ostrzeżenia – opowiada pani Elżbieta, właścicielka zaatakowanego psa.
Przechodnie natychmiast ruszyli z pomocą. Próbowali odciągnąć agresywne zwierzę, polewali je wodą i rzucali w jego stronę kurtki. Po kilku minutach dramatycznej szarpaniny pies w końcu odpuścił i uciekł. Niestety, dla małego Leosia było już za późno.
Ranna właścicielka trafiła do szpitala
Pani Elżbieta doznała poważnych obrażeń – ma złamane dwa palce oraz liczne rany szarpane dłoni. Trafiła do szpitala, gdzie otrzymała zastrzyki przeciwko wściekliźnie i tężcowi.
– Nie tylko straciłam ukochanego psa. Zostałam też pogryziona, a trauma po tym, co się stało, zostanie ze mną na długo – mówi kobieta w rozmowie z mediami.
Nie pierwszy raz ten pies sprawiał problemy
Według relacji sąsiadów, pies, który zaatakował, już wcześniej był widywany poza posesją. Mieszkańcy twierdzą, że zwracali właścicielowi uwagę na konieczność lepszego zabezpieczenia ogrodzenia.
– Ten pies już kilka razy biegał po ulicy bez opieki. Wszyscy się go bali, zwłaszcza że w pobliżu jest przedszkole – mówią mieszkańcy Saskiej Kępy.
Policja prowadzi postępowanie
Sprawą zajmuje się Komenda Rejonowa Policji Warszawa VII. Właścicielowi psa grożą konsekwencje prawne. Policja bada, czy doszło do naruszenia art. 77 Kodeksu wykroczeń, który mówi o niezachowaniu ostrożności przy trzymaniu zwierzęcia.
W przypadku obrażeń ciała właścicielki Leosia, sprawa może również zostać zakwalifikowana jako przestępstwo z art. 157 §3 Kodeksu karnego, dotyczącego spowodowania uszczerbku na zdrowiu.
Wzburzenie wśród mieszkańców
Mieszkańcy Saskiej Kępy są oburzeni i domagają się zdecydowanych działań służb. Wielu z nich apeluje o kontrolę warunków, w jakich przetrzymywany jest agresywny pies.
– Jeśli teraz nie zostaną wyciągnięte konsekwencje, to następnym razem może ucierpieć dziecko – podkreśla pani Elżbieta.
Sprawa odbiła się szerokim echem w mediach społecznościowych. Internauci składają kondolencje właścicielce Leosia i apelują o zmianę przepisów dotyczących odpowiedzialności za niebezpieczne psy.
Prawo jest jednoznaczne
Zgodnie z przepisami, właściciel psa ma obowiązek zabezpieczyć posesję w taki sposób, by zwierzę nie mogło jej opuścić. Jeśli dojdzie do wypadku, odpowiada on za wszystkie szkody wyrządzone przez swojego pupila – zarówno materialne, jak i zdrowotne.
W Warszawie obowiązuje również nakaz prowadzenia psa na smyczy, a w przypadku ras uznawanych za agresywne – także w kagańcu.
Tragiczny finał zwykłego spaceru
Leoś był ukochanym towarzyszem swojej właścicielki przez wiele lat. Jego śmierć to ogromny cios, ale również przestroga dla innych właścicieli psów.
Ten tragiczny incydent pokazuje, jak niewielkie zaniedbanie – niedomknięta furtka, brak smyczy – może doprowadzić do nieodwracalnych konsekwencji.











































