Warszawa, 28 listopada 2025 r. — W związku z seriami aktów dywersji na torach kolejowych w Polsce, prokuratura wystawiła listy gończe za dwoma obywatelami Ukrainy — 41-letnim Jewhenii Iwanow i 39-letnim Ołeksandr Kononow — podejrzanymi o dokonanie sabotażu o charakterze terrorystycznym na zlecenie zagranicznych służb wywiadowczych.
Do dwóch ataków doszło w połowie listopada na trasie kolejowej łączącej Warszawę z Lublinem (linia Warszawa–Dorohusk), ważnej także ze względu na transporty pomocowe na Ukrainę.
Pierwszy incydent miał miejsce w rejonie miejscowości Mika — eksplozja uszkodziła tory, co — gdyby przejeżdżał wtedy pociąg — groziło tragedią.
Drugi — blisko stacji Gołąb — objął uszkodzenie sieci trakcyjnej oraz umieszczenie metalowej klamry na torach. W wyniku tego pasażerski pociąg z 475 osobami na pokładzie musiał awaryjnie hamować.
Według śledczych materiały wybuchowe zostały prawdopodobnie detonowane zdalnie — zabezpieczono m.in. wire (przewód), który mógł być elementem inicjującym wybuch.
Prokuratura formalnie zarzuca Iwanowowi i Kononowowi: sabotaż, stworzenie realnego zagrożenia katastrofy kolejowej, użycie materiałów wybuchowych i działanie na rzecz obcego wywiadu (rosyjskiego). Podejrzani mogą trafić do więzienia nawet na dożywocie.
Jednak obaj — zanim stało się możliwe ich zatrzymanie — opuścili Polskę i przekroczyli granicę z Białorusią. W reakcji, sąd w Warszawie przychylił się do wniosku prokuratury — podjął decyzję o tymczasowym areszcie na 60 dni, co umożliwia wystawienie formalnego listu gończego, a następnie międzynarodowego listu zlecenia i noty Interpolu.
Równocześnie w toku śledztwa łącznie trzy osoby usłyszały zarzuty — oprócz Iwanowa i Kononowa także obywatel Ukrainy, обозначony jako Volodymyr B., który według prokuratury pomagał w przygotowaniach, m.in. przewożąc jednego z podejrzanych i pomagając w rozpoznaniu terenu.
Władze polskie nie mają wątpliwości — ataki były celowe, zaplanowane i miały wymiar terrorystyczny. Zdaniem premiera Donald Tusk, to „najpoważniejszy tego typu akt sabotażu” od początku inwazji Rosji na Ukrainę.
Śledczy wskazują, że działania te wpisują się w większą kampanię hybrydową — działań wywiadowczych i sabotażowych skierowanych przeciw państwom wspierającym Ukrainę.
Ekspertyzy wskazują, że gdyby ładunki wybuchowe zostały aktywowane przy przejeździe pociągu — wypadek mógł skończyć się katastrofą z wieloma ofiarami. To dlatego państwo potraktowało incydent jako zagrożenie o charakterze terrorystycznym.
Po ujawnieniu sprawy, Polska formalnie zażądała od Białorusi wydania podejrzanych. Ponadto rząd zapowiedział dodatkowe środki ochrony infrastruktury — m.in. wzmożony nadzór nad kolejami oraz możliwe poszerzenie kontroli na granicach. Śledztwo trwa — prokuratura deklaruje, że będzie dążyć do ustalenia wszystkich osób powiązanych z atakiem: tych którzy planowali, przygotowywali i nadzorowali sabotaż, a także organizatorów zlecających operację.












































