Absurdalne instrukcje rządu kontra maseczki w sklepie. Jak wygląda rzeczywistość i na ile może pozwolić sobie sprzedawca?

0
Maseczki w sklepie

Maseczki w sklepie to dla wielu osób ogromny problem. Niektórzy rzeczywiście przyznają, że nie mogą zakrywać nosa i ust ze względów zdrowotnych. Inni uważają, że noszenie maseczki w sklepie czy w każdym innym miejscu jest oznaką zniewolenia. Jednak w tej awanturze o maseczki pośrodku stoją sprzedawcy w sklepach i zastanawiają się „co robić”?

W związku z pandemią rząd wprowadził wiele obostrzeń, które miały zapobiec rozprzestrzenianiu się koronawirusa. Dziś już większość z nich nie obowiązuje, a niektórzy Polacy nie zauważają, że wirus nadal jest w naszym kraju. Sporo kontrowersji wzbudza obowiązek noszenia maseczek. Mimo, że na świeżym powietrzu nie mamy obowiązku zakrywania ust i nosa, tak konieczność noszenia maseczki w sklepie pozostała. Jednak wiele osób nie stosuje się do tych zaleceń, co często jest bardzo stresujące dla pracowników. Na każdym kroku słyszymy sprzeczne informacje dotyczące obowiązku noszenia maseczek, przez co wiele osób nie wie co jest prawdą. My jednak sprawdzamy jak wygląda sytuacja w rzeczywistości i czy faktycznie sprzedawca ma prawo wyprosić klienta za brak maseczki.

Maseczki w sklepie – trzeba czy nie?

Rząd apeluje do wszystkich klientów, którzy wchodzą do pomieszczeń zamkniętych, takich jak sklepy, przychodnie czy zakłady fryzjerskie o to by mieli zasłonięte usta i nos. Sprzedawcy również zostali poinformowani o tym, że zarówno oni sami jak i klienci muszą mieć maseczki w sklepie. Początkowo takie rozwiązanie faktycznie się sprawdziło, jednak z każdym tygodniem coraz więcej osób decyduje się na wizytę w sklepie bez maski. Czy grozi im za to odpowiedzialność karna?

Rzecznik Ministerstwa Zdrowia w ostatnim czasie oficjalnie powiedział, że w pomieszczeniach zamkniętych mamy obowiązek noszenia maseczki. Ponadto, podkreślił, że każda sieć powinna wyznaczyć jednego pracownika, który mógłby kontrolować klientów czy noszą maseczki w sklepie oraz kierował do miejsca dezynfekcji rąk. Takie rozwiązanie na pierwszy rzut oka wydaje się łatwe do wypełnienia i trafne. Jednak problem zaczyna się pojawiać, gdy zastanowimy się co mężczyzna ma na myśli pod hasłem „kontrolować”.

DZISIAJ GRZEJE:
Stanie w kolejkach w sklepie to przeszłość. Nowa aplikacja będzie pilnować Twojego miejsca

Sprzedawcy mają prawo odmówić sprzedaży?

Według wielu osób maseczki w sklepie to zalecenie, a nie obowiązek. W rzeczywistości osoby, które ich nie mają nie poniosą z tego tytułu konsekwencji prawnych jeżeli choroba uniemożliwia im zakrywania ust i nosa. Jednak warto podkreślić, że ani policja, ani sprzedawcy nie mogą wymagać okazania dokumentu potwierdzającego dolegliwości. Taka sytuacja sprawia, że każdy może powiedzieć iż choruje i nie będzie musiał zakrywać twarzy.

I tu pojawia się paradoks. Rząd nakazuje noszenie maseczki w sklepie i zachęca do kontrolowania tego obowiązku przez pracowników sklepów. Jednak sprzedawca nie może odmówić obsługi klienta, który nie ma maseczki. W ostatnim czasie w mediach społecznościowych pojawił się film nagrywany przez jednego z klientów sieci Biedronka. Mężczyzna zrobił niemałą awanturę i wezwał policję ze względu na to, że sprzedawczyni odmówiła mu obsługi. Zdecydował się również złożyć zeznania na komisariacie.

Zgodnie z przepisami, a dokładniej kw. Art. 135:

„Kto, zajmując się sprzedażą towarów w przedsiębiorstwie handlu detalicznego lub w przedsiębiorstwie gastronomicznym, ukrywa przed nabywcą towar przeznaczony do sprzedaży lub umyślnie bez uzasadnionej przyczyny odmawia sprzedaży takiego towaru, podlega karze grzywny.”

Wielu klientów opiera się właśnie na tym przepisie, choć nie do końca jasne jest czy brak maseczki w sklepie jest „nieuzasadnioną przyczyną”. Taka sytuacja sprawia, że pracownicy sklepów nie wiedzą w jaki sposób mają się zachować by działać zgodnie z prawem. Jednak póki co nie zapowiada się, żeby rząd ujednolicił te przepisy.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here