Do dramatycznego wypadku doszło w niedzielne popołudnie na plaży nieopodal Kłajpedy. W falach Morza Bałtyckiego utonął siedmioletni chłopiec pochodzący z Ukrainy. Mimo obecności ratowników i błyskawicznej akcji ratunkowej dziecka nie udało się uratować.
Według relacji lokalnych służb, chłopiec przyjechał na wakacje z matką i starszym bratem. Rodzina spędzała czas na strzeżonej plaży. Dziecko weszło do wody, mając pozostawać pod opieką brata, jednak w pewnym momencie pozostało bez nadzoru. Matka przebywała w tym czasie przy wydmach, w znacznej odległości od linii wody.
Aleksandras Siakki, szef zespołu ratunkowego w Kłajpedzie, powiedział w poniedziałek 21 lipca portalowi Lrytas.lt więcej o okolicznościach wypadku. Według niego dziecko było na plaży z matką i bratem. Rodzina przyjechała do miasta portowego z Ukrainy i tutaj mieszka. Do utonięcia doszło w niedzielę. Po południu chłopiec pływał w morzu, a jego matka siedziała w pobliżu wydm, przy boisku do siatkówki. Siedmiolatka teoretycznie pilnował starszy brat, ale okazało się, że nie zawsze był w jego pobliżu. — Ciągle podbiegał do wody, żeby zobaczyć, jak dziecko się kąpie. Nie siadał obok niego, ale podbiegał, żeby zobaczyć. Świadkowie, którzy byli na plaży, widzieli, jak ratownicy dwukrotnie wzięli tego chłopca za rękę, wyciągnęli go z wody i odesłali do matki — skomentował Siakki w rozmowie z lrytas.lt.
Niestety, po upływie około 30 minut ratownicy zauważyli, że dziecko zniknęło pod powierzchnią wody. Natychmiast wszczęto alarm. Ciało chłopca odnaleziono około 80 metrów od brzegu, na płytkiej wodzie. Był nieprzytomny.
Rozpoczęła się dramatyczna walka o życie dziecka. Ratownicy przez blisko półtorej godziny prowadzili resuscytację krążeniowo-oddechową, użyto również defibrylatora. Do akcji dołączył zespół karetki reanimacyjnej. Niestety, lekarze stwierdzili, że chłopiec przebywał pod wodą co najmniej siedem minut — czas, który znacznie zmniejsza szanse przeżycia, szczególnie w przypadku małego dziecka.
Przyczyną tragedii mogły być warunki pogodowe. Tego dnia nad Bałtykiem wiał lekki, boczny wiatr, który mógł wywołać niebezpieczne prądy morskie. — To mogło sprawić, że dziecko przypadkowo się zanurzyło i nie zdołało wrócić na powierzchnię — tłumaczy Siakki. — Mógł też nastąpić wstrząs termiczny lub nagłe zachłyśnięcie wodą.
To tragiczne zdarzenie ponownie unaocznia, jak niebezpieczne potrafi być morze, nawet przy pozornie spokojnej pogodzie. Ratownicy apelują o stały i bezpośredni nadzór nad dziećmi w wodzie, nawet na strzeżonych plażach. Chwila nieuwagi może mieć tragiczne konsekwencje.
Policja i prokuratura badają dokładne okoliczności wypadku. Rodzina dziecka otrzymała wsparcie psychologiczne.











































