Tragedia, do której doszło w jednym z mieszkań przy ul. Bałtyckiej w Ustce, wstrząsnęła nie tylko lokalną społecznością, ale i całą Polską. 44-letni funkcjonariusz Służby Ochrony Państwa, Piotr K., miał zaatakować nożem swoją rodzinę.
W wyniku zdarzenia zginęła jego czteroletnia córka Anielka. Ciężko ranna została także jego żona Malwina, a obrażenia odnieśli również teściowie mężczyzny. Sprawca został zatrzymany, a sprawę bada prokuratura.
Do dramatycznych wydarzeń doszło w poniedziałkowy wieczór. Jak wynika z relacji świadków i ustaleń śledczych, w mieszkaniu panowała spokojna, rodzinna atmosfera. Bliscy spędzali wspólnie czas. W pewnym momencie Piotr K. miał nagle wstać, sięgnąć po nóż i zaatakować najbliższych. Atak był gwałtowny i całkowicie niespodziewany.
Najtragiczniejszą ofiarą zdarzenia okazała się czteroletnia Anielka. Ratownicy przez blisko godzinę walczyli o życie dziecka, jednak obrażenia okazały się śmiertelne. Matka dziewczynki w stanie ciężkim trafiła do szpitala, gdzie lekarze wciąż walczą o jej życie. Do szpitali przewieziono również teściów funkcjonariusza oraz jego samego.
Piotr K. pochodzi ze Słupska, natomiast jego żona Malwina, 41-latka, związana jest z Ustką. Małżeństwo przez lata mieszkało w Warszawie, gdzie – jak podkreślają znajomi i sąsiedzi – wiedli spokojne, ustabilizowane życie. Wychowywali dwójkę dzieci: starszego syna i młodszą córkę.
Sąsiedzi i osoby znające rodzinę nie kryją szoku. – Wydawał się idealnym ojcem i mężem. Spędzał dużo czasu z dziećmi, zabierał je do zoo, parków rozrywki, na wycieczki. Zawsze miły, rozmowny, kontaktowy – mówią mieszkańcy bloku przy ul. Bałtyckiej. Według nich nic nie wskazywało na to, że w tej rodzinie mogło dojść do tragedii.
Piotr K. od 23 lat służył w Służbie Ochrony Państwa. Posiadał stopień majora. Brał udział w misjach zagranicznych, m.in. w Iraku i Afganistanie, ochraniał ambasady, był wielokrotnie odznaczany i uznawany za doświadczonego funkcjonariusza. Jak podało Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji, w październiku ubiegłego roku przeszedł pozytywnie testy kwalifikujące do dalszej służby. Nie pełnił jednak funkcji bezpośredniej ochrony najważniejszych osób w państwie.
Po zdarzeniu mężczyzna został zatrzymany i doprowadzony do prokuratury. Śledczy prowadzą postępowanie w kierunku zabójstwa oraz usiłowania zabójstwa. Grozi mu kara dożywotniego pozbawienia wolności. Służba Ochrony Państwa poinformowała o natychmiastowym zawieszeniu funkcjonariusza oraz wszczęciu procedury jego wydalenia ze służby.
Motyw działania sprawcy pozostaje nieznany. Prokuratura zapowiada szczegółowe badania, w tym ocenę stanu psychicznego mężczyzny. – Trudno sobie wyobrazić, dlaczego to zrobił – mówią sąsiedzi, którzy do dziś nie potrafią pogodzić się z tym, co wydarzyło się za ścianą ich mieszkań.
Tragedia w Ustce po raz kolejny pokazuje, że dramat może rozegrać się nawet w rodzinach postrzeganych jako szczęśliwe i spokojne. Śledztwo ma odpowiedzieć na pytanie, co doprowadziło do tej niewyobrażalnej przemocy i czy można było jej zapobiec.











































