Strzelanina na Rynku Głównym w Krakowie. Padło około 20 strzałów. Przerażeni ludzie uciekali do restauracji i sklepów

0
1

Dramatyczne sceny rozegrały się w sobotę, 7 listopada 2026 roku, na Rynku Głównym w Krakowie. W samym centrum miasta padły strzały, a przerażeni mieszkańcy i turyści w popłochu szukali schronienia w pobliskich sklepach i restauracjach. Świadkowie mówią o huku wystrzałów, krzykach i ludziach uciekających w różnych kierunkach. Bilans tragedii jest wstrząsający – zginęło sześć osób, a 15 zostało rannych.

Strzały w samym centrum Krakowa. Ludzie wpadli w panikę

Do zdarzenia doszło około godziny 15 w rejonie Rynku Głównego i ulicy Sławkowskiej. Według ustaleń służb napastnik poruszał się samochodem i oddawał strzały w kierunku przypadkowych osób. Spokojne sobotnie popołudnie w jednej chwili zamieniło się w koszmar.

O skali przerażenia opowiedział reporterowi „Faktu” Aleksander, który znajdował się w pobliżu miejsca zdarzenia.

– Szliśmy do sklepu, usłyszeliśmy strzały. Nagle się odwróciliśmy, ludzie zaczęli biec, turyści z innych krajów nie wiedzieli, co się dzieje. Słyszeliśmy z 20 strzałów – relacjonował świadek.

Mężczyzna przyznał, że wraz z innymi osobami wbiegł do sklepu. Pracownica zamknęła drzwi, a ludzie przez chwilę czekali w środku, próbując przeczekać niebezpieczeństwo. Podobne relacje napływały od kolejnych świadków. Ludzie nie wiedzieli, skąd dochodzą strzały ani gdzie mogą znaleźć bezpieczne schronienie. Wiele osób szukało pomocy w lokalach gastronomicznych i sklepach znajdujących się przy Rynku.

Czarny samochód i uzbrojony mężczyzna

Z relacji świadków wynika, że napastnik poruszał się czarnym samochodem marki Subaru. Miał strzelać w kierunku przechodniów i osób znajdujących się w pobliżu lokali handlowych. Niektórzy świadkowie opisywali broń jako przypominającą karabin automatyczny. Jeden z nich twierdził, że mężczyzna miał na głowie coś przypominającego policyjną kominiarkę oraz okulary.

Informacje o przebiegu ataku były początkowo chaotyczne. Pojawiały się również sprzeczne doniesienia dotyczące liczby napastników. Służby rozpoczęły działania, aby ustalić dokładny przebieg zdarzenia.

Policja zatrzymała sprawcę. Funkcjonariusze zostali ranni

Na miejsce skierowano liczne patrole policji, straż pożarną oraz zespoły ratownictwa medycznego. W rejonie Rynku Głównego prowadzono intensywną akcję ratunkową. Na miejscu lądował również śmigłowiec Lotniczego Pogotowia Ratunkowego.

Sprawca został zatrzymany podczas policyjnej interwencji. Funkcjonariusze postrzelili napastnika, który następnie trafił do szpitala pod nadzorem służb. Jak wynika z informacji przekazanych przez media, zatrzymany to 24-letni obywatel Polski. Mężczyzna miał być ubrany w odzież przypominającą mundur wojskowy i posiadać broń oraz dodatkową amunicję. Wśród rannych znaleźli się także policjanci, którzy interweniowali podczas ataku. Jeden z funkcjonariuszy został bardzo poważnie ranny.

Tragiczny bilans strzelaniny w Krakowie

Najnowsze doniesienia mówią o sześciu ofiarach śmiertelnych i 15 osobach rannych. Wśród zabitych są cztery kobiety i dwóch mężczyzn. Wśród poszkodowanych znaleźli się również funkcjonariusze policji. Początkowo pojawiały się informacje o mniejszej liczbie ofiar. Wraz z upływem czasu bilans tragedii został jednak zaktualizowany.

Rzecznik małopolskiej straży pożarnej przekazał, że w ciągu kilkunastu minut Rynek Główny całkowicie opustoszał. Z miejsca, które zazwyczaj jest pełne turystów i mieszkańców, zniknęli spacerowicze. Pozostały tam przede wszystkim służby ratunkowe i funkcjonariusze zabezpieczający teren.

Śledczy ustalają motyw działania napastnika

Po zatrzymaniu sprawcy zagrożenie dla osób przebywających w centrum Krakowa zostało opanowane. Policja prowadzi dalsze czynności, przesłuchuje świadków i zabezpiecza materiał dowodowy.

Na tym etapie nie ujawniono motywu działania 24-latka. Nie ma również informacji, które pozwalałyby jednoznacznie wyjaśnić, dlaczego mężczyzna zaatakował przypadkowe osoby.

Sobotnia strzelanina w Krakowie wstrząsnęła mieszkańcami miasta i całą Polską. Świadkowie, którzy znaleźli się w samym centrum dramatycznych wydarzeń, długo nie zapomną huku wystrzałów i chwil, w których w obawie o własne życie musieli szukać schronienia.