Prokuratura potwierdziła, że 16-letni chłopak odnaleziony 3 maja na torowisku w rejonie stacji PKP Ursus Niedźwiadek zginął w wyniku porażenia prądem i upadku z dachu pociągu. Sekcja zwłok wykluczyła wcześniejsze przypuszczenia o potrąceniu przez skład kolejowy. Śledczy wskazują, że tragedia była związana z niezwykle niebezpiecznym zjawiskiem tzw. „train surfingu”.
Do dramatu doszło w niedzielę, 3 maja, około godziny 18:00 na linii kolejowej R1, łączącej Warszawę Wschodnią ze Skierniewicami. Ciało nastolatka zauważono na międzytorzu w pobliżu stacji PKP Ursus Niedźwiadek, pomiędzy torami ruchu podmiejskiego a linią dalekobieżną. Na miejsce natychmiast wezwano służby ratunkowe.
Świadkowie zdarzenia podjęli próbę udzielenia pomocy jeszcze przed przyjazdem ratowników. Reanimacja chłopca trwała blisko godzinę, jednak jego życia nie udało się uratować.
Jak przekazał prok. Piotr Antoni Skiba z Prokuratury Okręgowej w Warszawie, przeprowadzona sekcja zwłok wykazała, że nastolatek został porażony prądem z trakcji kolejowej, a następnie spadł z dachu pociągu. Badania wykluczyły, by bezpośrednią przyczyną śmierci było potrącenie przez jadący skład.
Wszystko wskazuje na to, że chłopak brał udział w tzw. „train surfingu” — skrajnie niebezpiecznej praktyce polegającej na podróżowaniu na zewnętrznych częściach pociągów, najczęściej na dachach wagonów lub pomiędzy nimi. Eksperci od lat alarmują, że kontakt z kolejową siecią trakcyjną może zakończyć się śmiercią nawet bez dotknięcia przewodów. Napięcie wynoszące 3 tysiące woltów może doprowadzić do porażenia poprzez łuk elektryczny.
Policja i kolejarze regularnie apelują do młodych ludzi o rozwagę i przypominają, że tego rodzaju zachowania stanowią śmiertelne zagrożenie. Tragiczne zdarzenie z Warszawy jest kolejnym przypadkiem pokazującym, jak dramatyczne konsekwencje może mieć lekkomyślność na terenach kolejowych.
Zdjęcia “Miejski Reporter”












































