Zbigniew Marculewicz, znany polski koszykarz nie żyje. Miał zaledwie 46 lat. Mężczyzna odszedł w tragicznych okolicznościach. Spłonął w swoim domu. Matka i siostra koszykarza błagały o pomoc. Niestety nie udało się go uratować.
Zgłoszenie o pożarze jednego z drewnianych domów, Straż Pożarna otrzymała w miejscowości Nowodziel w niedzielę, 13 października. Pomimo szybkiej akcji ratunkowej dom pochłonęły płomienie. Na miejscu zginął 46-letni sportowiec. W środku znajdowała się również jego matka i siostra.
Zbigniew Marculewicz nie żyje – pożar w Nowodzieli
Zbigniew Marculewicz od 2020 roku był na sportowej emeryturze. Koszykarz wcześniej występował w takich klubach jak m.in.: Polpharmy Starogard, ŁKS Łódź, Siarki Tarnobrzeg i Unii Tarnów.
Tragiczny pożar w miejscowości Nowodziel
Pierwsi na miejscu pojawili się ratownicy z OSP Kuźnica. Od razu przystąpili do gaszenia pożaru. W akcję włączyli się także sąsiedzi. By uniknąć rozprzestrzeniania się pożaru polewali swoje domu. Na miejscu, był mężczyzna, który o własnych siłach próbował ratować sportowca.
Dym był tak gęsty, że nie dało się oddychać, nic nie było widać. Uczucie porażki było straszne. Ale nawet nie wiem, czy udałoby mi się go wydostać gdybym do niego dotarł. To był przecież olbrzymi facet – ponad 2 metry wzrostu! – mówił pan Krzysztof, który wbiegł do domu koszykarza.
Gdy strażacy dotarli do mężczyzny, był on nieprzytomny. Ratownicy wynieśli go na zewnątrz, lecz było już za późno. Lekarz potwierdził jego zgon . Z budynku zdążyła wyjść jedynie siostra i matka Zbigniewa. Obie z przerażeniem patrzyły jak ich dom płonie.
Pożar zaczął się prawdopodobnie od zapalenia sadzy w kominie. Zbyszek musiał zatruć się czadem i nie dał rady samodzielnie się wydostać. Kiedy zobaczyłem dym wydobywający się z domu sąsiadów, natychmiast pobiegłem na pomoc. Ale sytuacja pogarszała się z sekundy na sekundę. Budynek błyskawicznie stanął w płomieniach – relacjonował sąsiad.
W sieci pojawiły się zdjęcia z miejsca zdarzenia.

Pożar w którym zginął polski koszykarz

Zbigniew Marculewicz był znany w rodzinnej okolicy. Po rezygnowaniu z kariery na boisku osiadł wraz z mamą w niewielkim domu.
Wiedzieliśmy, że tęsknił do dawnego życia, ale był bardzo dobrym sąsiadem. Z każdym porozmawiał, każdemu coś doradził. Pewnie mógł robić karierę w wielkich miastach, ale wrócił i opiekował się mamą, która mocno podupadła na zdrowiu – mówił jeden z mieszkańców.











































