Siercza (pow. wielicki) – Noc z czwartku na piątek (28–29 sierpnia) zakończyła się dramatem. W Sierczy pod Krakowem doszło do tragicznego wypadku, w którym zginęło trzech nastolatków. Samochód, którym jechali, wypadł z drogi, uderzył w betonowy przepust i stanął w ogniu. Młodzi ludzie nie mieli szans na przeżycie.
Auto zabrane rodzicom
Jak ustalili śledczy, pojazd należał do matki jednego z chłopców. Nastolatek zabrał go bez wiedzy rodziców. W aucie oprócz niego znajdowało się dwóch kolegów. Wszyscy mieli po 16 i 17 lat. Żaden z nich oczywiście nie posiadał prawa jazdy.
Ogromna prędkość, brak hamowania
Według biegłych samochód poruszał się z prędkością około 130 km/h. Nie znaleziono śladów hamowania, co oznacza, że kierowca prawdopodobnie stracił panowanie nad pojazdem nagle i nie zdążył zareagować. Auto uderzyło w przepust, po czym natychmiast zajęło się ogniem.
Akcja ratunkowa bez szans
Na miejsce wypadku skierowano piętnaścioro strażaków. Gdy przybyli, samochód był już całkowicie objęty płomieniami. Po ugaszeniu ognia strażacy odkryli wewnątrz zwęglone ciała. Początkowo identyfikacja była niemożliwa, jednak prokuratura szybko ustaliła personalia ofiar. Ostateczne potwierdzenie mają dać badania DNA.
Szok i żałoba
Mieszkańcy Sierczy i okolic nie kryją poruszenia. – To niewyobrażalna tragedia. Chłopcy mieli przed sobą całe życie – mówią sąsiedzi. W lokalnych szkołach planowane są spotkania z psychologami, którzy mają pomóc młodzieży i rodzinom przejść przez żałobę.
Dochodzenie trwa
Prokuratura Rejonowa w Wieliczce prowadzi śledztwo w sprawie wypadku. Śledczy badają m.in. szczegółowe okoliczności przejęcia samochodu, a także to, kto prowadził pojazd w momencie tragedii.
Trzy młode ofiary, jeden nieodwracalny błąd – tak najkrócej można opisać dramat z Sierczy. To kolejny bolesny przykład tego, jak brak doświadczenia i brawura za kierownicą mogą doprowadzić do nieodwracalnych skutków.












































