Przez 27 lat nie wychodziła z domu. Wstrząsająca historia Mirelli ze Świętochłowic

0
993

Historia Mirelli (42 l.) ze Świętochłowic wydaje się niewiarygodna, a jednak wydarzyła się naprawdę. Przez blisko trzy dekady kobieta miała nie opuszczać swojego mieszkania. Na światło dzienne wyszła dopiero teraz — gdy do drzwi zapukali ratownicy medyczni.

DZISIAJ GRZEJE:  Z OSTATNIEJ CHWILI! Katastrofa kolejowa na Słowacji. Czołowe zderzenie dwóch pociągów — ponad 20 osób rannych


Zniknięcie nastolatki

To miało wydarzyć się w 1997 roku. Mirella miała wtedy 15 lat. Według sąsiadów — pogodna, towarzyska dziewczyna, uczennica pobliskiego technikum. Pewnego dnia po prostu przestała wychodzić z domu. Rodzice tłumaczyli, że „wyjechała do szkoły w innym mieście” albo że „nie chce kontaktu z nikim”.
Z czasem nikt już o niej nie pytał. „Myśleliśmy, że się wyprowadziła, może za granicę. Przecież tyle ludzi wtedy wyjeżdżało” — mówi pani Teresa, sąsiadka z naprzeciwka.


Zamknięta przez lata

Ratownicy, którzy weszli do mieszkania, byli w szoku. W jednym z pokoi, przy zasłoniętych oknach, zastali kobietę wychudzoną, przestraszoną, zdezorientowaną. „Nie miała żadnych dokumentów, żadnego kontaktu ze światem. Nie wiedziała nawet, że mamy 2025 rok” — mówi jeden z ratowników.

W mieszkaniu czas zatrzymał się w latach 90. Stare meblościanki, kolorowe plakaty z zespołów muzycznych, pamiętniki, szkolne zeszyty. Wszystko wyglądało tak, jakby ktoś po prostu zatrzymał czas w połowie życia.


Co się działo przez te 27 lat?

To pytanie, na które dziś próbują odpowiedzieć służby i prokuratura. Czy Mirella była przetrzymywana wbrew swojej woli? Czy może sama, z powodu problemów psychicznych lub lękowych, zamknęła się w czterech ścianach?
Na razie nie ma jednoznacznych odpowiedzi. Policja i Ośrodek Pomocy Społecznej prowadzą równoległe postępowania. Kobieta trafiła pod opiekę lekarzy i psychologów.

DZISIAJ GRZEJE:  Tragedia w miejscowości Winda. 13-latka i 60-latek zginęli w pożarze domu


„Nie wiedzieliśmy, że tam ktoś żyje”

Sąsiedzi do dziś nie mogą otrząsnąć się z szoku. „Okna były zawsze zasłonięte, nigdy nie widziałam, żeby ktoś tam wychodził na balkon. Myślałam, że mieszkanie jest puste” — mówi pan Krzysztof z parteru.
Niektórzy pamiętają jednak, że od czasu do czasu w nocy słychać było dźwięki telewizora. „Cicho, jakby ktoś nie chciał, żeby go usłyszano” — dodaje.


Nowe życie po latach izolacji

Dziś Mirella przebywa w ośrodku, gdzie ma odzyskać siły i nauczyć się na nowo żyć w świecie, który dawno ją zostawił. Psycholodzy mówią, że proces adaptacji może potrwać miesiące, a nawet lata.
„To osoba, która prawdopodobnie przez większość życia nie miała kontaktu z ludźmi, mediami ani rzeczywistością. Każdy dźwięk, każdy bodziec może być dla niej nowym doświadczeniem” — tłumaczy terapeutka pracująca z kobietą.


Cisza, która trwała zbyt długo

W blokach Świętochłowic ludzie wciąż dyskutują o tej historii. Jedni współczują, inni pytają: jak to możliwe, że nikt przez tyle lat nie zauważył tragedii tuż za ścianą?
„Człowiek nie wierzy, że takie rzeczy dzieją się obok. A jednak” — mówi pani Teresa, patrząc na drzwi mieszkania, za którymi przez 27 lat toczyło się życie w ciszy.

DZISIAJ GRZEJE:  Makabryczne odkrycie w Barcicach. Trzy osoby nie żyją, zatrzymano 25-latka

DZISIAJ GRZEJE:  Dramatyczny wypadek na Dworcu Wschodnim. 19-latek wpadł między peron a pociąg