„Brakło dwóch kilometrów”. Kierowca autokaru o tragedii na Węgrzech

0
1347

Tragedia polskiego autokaru na Węgrzech wciąż budzi ogromne emocje. W katastrofie zginęło 12 osób, a 47 zostało rannych. Teraz nowe szczegóły zdarzenia ujawnił Grzegorz Wojtoń – drugi kierowca autobusu, który feralnej nocy wracał z pielgrzymami z Medjugorie.

Do tragicznego wypadku doszło w nocy z 15 na 16 sierpnia na autostradzie M3 w rejonie miejscowości Mezokeresztes. Autokarem podróżowało 59 obywateli Polski. Pojazd zjechał z drogi i znalazł się w głębokim rowie. Zginęło 12 osób.

Grzegorz Wojtoń, który wcześniej prowadził autokar, w rozmowie z „Super Expressem” opowiedział o ostatnich godzinach przed tragedią. Jak relacjonuje, po zakończeniu swojej zmiany przekazał kierownicę Robertowi. Drugi kierowca miał czuć się dobrze i był wypoczęty.

Według jego relacji Robert prowadził około trzy i pół godziny. Wkrótce miał zjechać na parking i ponownie zmienić się z kolegą.

Mówił, że chciał do tego miejsca dojechać. Brakło tych 2 km – wspomina Wojtoń.

Kierowca stanowczo zaprzecza również pojawiającym się informacjom, że autokar miał wielokrotnie koziołkować. Według jego relacji pojazd zjechał z drogi, przewrócił się na bok i następnie zsunął po stromym nasypie jeszcze kilkanaście metrów.

Wojtoń zwrócił uwagę także na brak bariery ochronnej w miejscu, gdzie autokar znalazł się poza jezdnią. Jak zaznaczył, jego zdaniem taka infrastruktura mogłaby mieć znaczenie dla przebiegu zdarzenia. Ostateczne ustalenia należą jednak do śledczych i biegłych.

W rozmowie pojawił się również temat pasów bezpieczeństwa. Autobus był wyposażony w pasy, jednak kierowca przyznał, że pasażerowie korzystali z nich sporadycznie, mimo próśb i przypominania o obowiązku ich zapinania.

Przyczyna tragedii nadal jest przedmiotem postępowania. Węgierskie służby prowadzą śledztwo, a własne postępowanie wszczęła także Prokuratura Okręgowa w Krośnie. Wstępne informacje wskazywały, że kierowca mógł zasnąć za kierownicą, jednak ta wersja nie została ostatecznie potwierdzona.

Najbardziej poruszające pozostają słowa o brakujących dwóch kilometrach. Gdyby autokar dotarł do planowanego parkingu, pasażerowie prawdopodobnie kontynuowaliby podróż pod opieką zmienionego kierowcy. Odpowiedź na pytanie, co dokładnie wydarzyło się na drodze, ma przynieść prowadzone śledztwo.