Dramatyczne sceny rozegrały się w czwartek, 23 października, na drodze krajowej nr 12 w okolicach Piasków (woj. wielkopolskie). Młody strażak z Gostynia zasłabł w swoim samochodzie i zaczął się dusić krwią po przebytym zabiegu usunięcia migdałków. Choć klęczał przy drodze, walcząc o życie, żaden z kierowców nie udzielił mu pomocy.
Tragiczny incydent na krajowej „dwunastce”
Jak informuje portal Fakt.pl, strażak z Komendy Powiatowej Państwowej Straży Pożarnej w Gostyniu był w drodze, gdy nagle źle się poczuł. Zatrzymał samochód na poboczu i wysiadł, klękając przy aucie. Nagle dostał silnego krwotoku z gardła.
Okazało się, że kilka dni wcześniej przeszedł zabieg usunięcia migdałków. W jego ranie pooperacyjnej pękło naczynie krwionośne, powodując gwałtowne krwawienie. Mężczyzna zaczął się dusić własną krwią.
Sam wezwał pomoc
W tym krytycznym momencie, mimo że tracił siły, strażak zdołał samodzielnie wybrać numer alarmowy 112 i wezwać ratowników. Pomoc medyczna dotarła w ostatniej chwili. Gdyby nie jego przytomność umysłu, mogło dojść do tragedii.
— Miał ogromne szczęście. Gdyby stracił przytomność, nikt by mu nie pomógł. Nikt się nie zatrzymał — mówi st. kpt. Marcin Nyczka, zastępca komendanta KP PSP w Gostyniu.
Obojętność na ludzką tragedię
Z relacji służb wynika, że w czasie, gdy mężczyzna klęczał przy aucie, obok przejechały dziesiątki samochodów. Żaden z kierowców nie zareagował, nikt nie wysiadł, by zapytać, co się dzieje.
— Wystarczy minuta, żeby uratować komuś życie. Nie trzeba być bohaterem. Wystarczy, że nie będziemy obojętni — apeluje st. kpt. Nyczka.
Ten przypadek poruszył lokalną społeczność i wywołał dyskusję o obojętności wobec ludzkiego cierpienia. Wiele osób pyta: jak to możliwe, że w środku dnia, na ruchliwej trasie, nikt nie podszedł do człowieka w potrzebie?
Apel służb ratunkowych
Strażacy przypominają, że każda osoba ma prawny i moralny obowiązek udzielenia pomocy osobie w stanie zagrożenia życia. Nie trzeba podejmować skomplikowanych działań – wystarczy zatrzymać się, sprawdzić, czy ktoś nie potrzebuje wsparcia, i wezwać służby pod numer 112.
— Zatrzymanie się na chwilę nie kosztuje nic. A może uratować komuś życie — podkreślają ratownicy.
Strażak z Gostynia po udzieleniu pomocy trafił do szpitala, gdzie jego stan został ustabilizowany. Dziś apeluje, by inni nie powtórzyli błędu obojętności. To zdarzenie stało się bolesnym przypomnieniem, że w świecie pośpiechu i rozproszenia najprostszy gest — zatrzymanie się i zapytanie „czy wszystko w porządku?” — może zadecydować o ludzkim życiu… „Nie musimy być bohaterami. Wystarczy, że będziemy ludźmi.”











































