Poznań, 11 lipca 2025 r. – Wstrząsające wydarzenie rozegrało się w jednym z mieszkań na poznańskich Jeżycach. 37-letni mężczyzna zabił swoją byłą partnerkę, 26-letnią kobietę, zadając jej wiele ran kłutych.
W chwili tragedii w mieszkaniu przebywał ich niespełna 2-letni syn. Sprawca sam zgłosił się na policję i przyznał do winy. Do zbrodni doszło około godziny 15:00. Jak podaje policja, mężczyzna zabił kobietę nożem kuchennym, zadając jej liczne ciosy. Z relacji prokuratury wynika, że w momencie ataku dziecko przebywało w sąsiednim pokoju.
— Kobieta zginęła na miejscu. Zabezpieczyliśmy narzędzie zbrodni i wszczęliśmy postępowanie pod kątem zabójstwa ze szczególnym okrucieństwem — poinformował prokurator Łukasz Wysocki z Prokuratury Okręgowej w Poznaniu.
Sąsiedzi wciąż nie mogą otrząsnąć się z szoku.
— Słyszeliśmy krzyki, ale myśleliśmy, że to zwykła kłótnia. Potem wszystko ucichło. Kilka godzin później zobaczyliśmy radiowozy i karetkę. To niewyobrażalne — relacjonuje pani Magdalena, sąsiadka z klatki.
Sprawca był wcześniej objęty sądowym zakazem zbliżania się do ofiary. Jak ustalili śledczy, w dniu tragedii namówił kobietę na wspólne wyjście z dzieckiem do logopedy, a po powrocie do jego mieszkania zaatakował ją.
— Zgłosił się sam do komisariatu i od razu przyznał się do winy. Był spokojny i rzeczowy, jakby z góry wiedział, co robi — mówi jeden z policjantów z komisariatu Jeżyce.
System zawiódł? Eksperci alarmują
Dramat w Poznaniu ponownie stawia pytania o skuteczność narzędzi ochrony ofiar przemocy domowej. Mimo orzeczonego zakazu zbliżania się, ofiara nie została skutecznie zabezpieczona przed kolejnym atakiem ze strony byłego partnera.
— To tragedia, której można było zapobiec. Zakaz zbliżania się to martwy przepis, jeśli nie towarzyszy mu realne wsparcie – np. monitoring elektroniczny sprawcy, częstsze kontrole lub pomoc społeczna — podkreśla Katarzyna Domańska, psycholożka i ekspertka ds. przemocy domowej.
— Często kobiety są pozostawione same sobie. Brakuje koordynacji między sądem, policją a opieką społeczną. System działa reaktywnie, a nie prewencyjnie — dodaje Domańska.
Reakcja władz i dalsze kroki
Mężczyzna usłyszał zarzut zabójstwa ze szczególnym okrucieństwem i został tymczasowo aresztowany na 3 miesiące. Grozi mu kara od 15 lat więzienia do dożywocia. — Zrobimy wszystko, by jak najszybciej zakończyć śledztwo i postawić sprawcę przed sądem — zapowiada prokurator Wysocki.
Dziecko, które przebywało w mieszkaniu w czasie tragedii, trafiło pod opiekę dziadków. Jego stan psychiczny będzie przedmiotem oceny biegłych.
Poznańska tragedia pozostawia opinię publiczną z poczuciem bezsilności – i pytaniem, które z każdym kolejnym przypadkiem staje się coraz bardziej palące: ile jeszcze kobiet musi zginąć, zanim system zacznie naprawdę chronić ofiary?











































