W niewielkiej miejscowości Nowa Jastrząbka na pograniczu Małopolski i Podkarpacia rozegrały się sceny, które na długo pozostaną w pamięci mieszkańców. W piątek, 22 maja, odbył się pogrzeb 69-letniego Józefa Ś. oraz jego dwóch synów — 46-letniego Andrzeja i 41-letniego Pawła. Wszyscy zginęli kilka dni wcześniej w tragicznym wypadku drogowym w miejscowości Smyków pod Tarnowem.
Do tragedii doszło w niedzielny poranek, 17 maja. Fiat Punto, którym podróżowali mężczyźni, nagle zjechał z drogi i z ogromną siłą uderzył w zaparkowaną ciężarówkę. Jak informują śledczy, na miejscu nie znaleziono śladów hamowania. Prokuratura bada obecnie dokładne okoliczności wypadku.
Podczas uroczystości pogrzebowej do małego kościoła wniesiono trzy identyczne urny z szarego kamienia. Każda z nich była opatrzona zdjęciem zmarłego. W świątyni zabrakło miejsc — przyszli nie tylko najbliżsi, ale również sąsiedzi, znajomi i mieszkańcy okolicznych miejscowości, poruszeni dramatem całej rodziny.
Kazanie miało spokojny, refleksyjny charakter. Kapłan mówił o kruchości życia i nieprzewidywalności ludzkiego losu. Przypominał, że „nikt z nas nie może być pewny następnego poranka”, podkreślając, jak nagle potrafi zakończyć się codzienność zwykłej rodziny.
Po mszy kondukt żałobny udał się na cmentarz w Nowych Żukowicach. Andrzej Ś. został pochowany w osobnym grobie, natomiast Paweł i ich ojciec spoczęli razem — w miejscu, gdzie od lat pochowana jest także żona Józefa i matka obu mężczyzn. Najbardziej przejmujące sceny rozgrywały się już po ceremonii. Bliscy długo nie potrafili odejść od świeżo zasypanych mogił, a na nagrobkach szybko pojawiły się znicze i wiązanki z napisami „Kochanemu Tacie” oraz „Kochanemu Mężowi”.
Tragedia w Smykowie wstrząsnęła całą okolicą. Mieszkańcy mówią o rodzinie, która była dobrze znana w lokalnej społeczności. W jednej chwili życie wielu osób zostało na zawsze naznaczone bólem i stratą.











































