Gdynia, 4 września 2025 r. – W czwartek późnym popołudniem na skrzyżowaniu ulic Chylońskiej i Morskiej doszło do poważnego wypadku drogowego. Choć początkowo wyglądało to na typową kolizję, akcja ratunkowa ujawniła szokujący i dramatyczny przebieg zdarzeń.
Wjechał na czerwonym świetle
Według ustaleń policji, kierowca volkswagena wjechał na skrzyżowanie przy czerwonym świetle, zderzając się z toyotą. Siła uderzenia była tak duża, że toyota uderzyła jeszcze w stojącego obok hyundaia. Na miejsce szybko wezwano straż pożarną, policję oraz zespoły ratownictwa medycznego.
Jęki z bagażnika
Podczas zabezpieczania rozbitych pojazdów ratownicy usłyszeli jęki, które nie pochodziły od widocznych poszkodowanych. Źródłem dźwięków okazał się bagażnik volkswagena. Po jego otwarciu służby znalazły nieprzytomnego mężczyznę – sprawcę wypadku.
Jak ustalili funkcjonariusze, 44-letni kierowca w wyniku potężnego uderzenia został wyrzucony z miejsca kierowcy aż do tylnej części pojazdu. Mężczyzna doznał ciężkich obrażeń, w tym podejrzenia krwawienia śródczaszkowego oraz urazu rdzenia kręgowego. W stanie ciężkim został przetransportowany do Centrum Urazowego Uniwersyteckiego Centrum Klinicznego w Gdańsku.
Prowadził mimo zakazu
Dalsze ustalenia policji ujawniły, że mężczyzna posiadał sądowy, dożywotni zakaz prowadzenia pojazdów. Mimo to wsiadł za kierownicę, łamiąc przepisy i narażając życie innych uczestników ruchu.
Kierująca toyotą, 68-letnia kobieta, również została przewieziona do szpitala na szczegółowe badania. Na szczęście jej obrażenia nie zagrażają życiu.
Policja bada sprawę
Śledczy zabezpieczyli nagrania z monitoringu oraz przesłuchali świadków zdarzenia. Sprawdzone zostaną również badania toksykologiczne kierowcy. Prowadzenie pojazdu pomimo dożywotniego zakazu może zostać zakwalifikowane jako przestępstwo, za które grozi wieloletnia kara więzienia.
Szok wśród świadków
Mieszkańcy Gdyni nie kryją wstrząsu po tym, co wydarzyło się na ruchliwym skrzyżowaniu. – „Widzieliśmy rozbite auta, a potem ratowników, którzy nagle otwierali bagażnik. Nikt nie spodziewał się, że ktoś może tam być” – relacjonowała jedna ze świadków.











































