Dziadek osieroconego Oliwiera przerywa milczenie. „Myślałem, że to zły sen”

0
559

To miał być zwyczajny rodzinny spacer. Chwile spędzone razem, z dala od codziennych obowiązków. Kilka minut później życie całej rodziny legło w gruzach. W tragicznym wypadku w Krakowie zginęli 32-letnia Klaudia i jej mąż Mateusz. Ich ośmiomiesięczny synek Oliwier przeżył, ale został poważnie ranny. Dziś jego najbliżsi próbują odnaleźć się w rzeczywistości, której jeszcze kilka dni temu nikt nie byłby w stanie sobie wyobrazić.

Do dramatu doszło 22 sierpnia na krakowskim Podgórzu, w rejonie ulic Solnej i Nadwiślańskiej. Według ustaleń śledczych samochód prowadzony przez 26-letniego kierowcę wjechał na chodnik, gdzie znajdowała się młoda rodzina.

Klaudia i Mateusz wracali ze spaceru ze swoim synkiem. Jak wspomina ojciec tragicznie zmarłej kobiety, Mateusz prowadził rower, a Klaudia szła obok z dzieckiem. Rodzina często wybierała się na spacery po Krakowie, a młoda mama regularnie dzieliła się zdjęciami synka z najbliższymi.

— Kiedy zadzwonili do mnie z informacją o wypadku, myślałem, że to niemożliwe. Że to jakiś zły sen — mówił pogrążony w żałobie dziadek Oliwiera.

„Oni żyć bez siebie nie potrafili”

Klaudia i Mateusz znali się od czasów szkolnych. Poznali się jako nastolatkowie, później wspólnie studiowali i razem budowali swoje dorosłe życie. Zamieszkali w Krakowie, a narodziny Oliwiera miały być początkiem nowego, szczęśliwego rozdziału.

Dla rodziny byli wyjątkowo zgraną i kochającą się parą. — To była piękna para. Tak się kochali, że aż trudno to opisać — wspominał ojciec Klaudii. Ich życie zostało przerwane nagle i w dramatycznych okolicznościach. Oboje rodzice Oliwiera zmarli w wyniku odniesionych obrażeń.

Wspomina, że po tragedii znajomy mówił mu o filmie nagranym przez któregoś z przejeżdżających tam kierowców. — Nie byłem w stanie tego zobaczyć. Wiem tylko z opowieści, że na tym nagraniu jest kierowca tego Golfa i jego pasażerowie. Wyszli z auta, nie pomogli nikomu ani mojej córce, ani zięciowi. Nawet ich nie wzruszył płacz 8-miesięcznego Oliwierka, który na ziemi leżał w nosidełku… Poszli oglądać swoje auto. Sprawca stał przy bagażniku i chwytał się za głowę. To ludzie bez serca. Jesteśmy wszyscy w szoku, oby ten kierowca poniósł surową karę za to, co zrobił mojej rodzinie — mówi łamiącym się głosem pan Andrzej.

Mały Oliwier walczył o życie

Największą nadzieją dla pogrążonej w żałobie rodziny jest dziś ośmiomiesięczny Oliwier. Chłopiec został ciężko ranny i po wypadku trafił do szpitala. Jego stan początkowo był bardzo poważny.

Według relacji rodziny dziecko doznało złamań ręki i nogi, jednak jego stan zaczął się stopniowo poprawiać. Oliwier został przeniesiony z intensywnej terapii na oddział chirurgiczny. Przy jego łóżku nieustannie czuwają najbliżsi.

Dziadek chłopca podkreśla, że maluch potrzebuje teraz przede wszystkim bliskości i poczucia bezpieczeństwa. Rodzina zmienia się przy jego łóżku, starając się otoczyć go miłością i opieką po niewyobrażalnej tragedii.

Cała Polska ruszyła z pomocą

Historia osieroconego Oliwiera poruszyła tysiące osób. W internecie uruchomiono zbiórkę pieniędzy, która ma pomóc zabezpieczyć przyszłość chłopca oraz sfinansować jego leczenie i rehabilitację.

Najbliżsi podkreślają, że choć żadna pomoc nie jest w stanie zastąpić dziecku mamy i taty, wsparcie okazane przez ludzi daje rodzinie ogromną siłę w najtrudniejszych chwilach.

Dla Oliwiera najbliższe miesiące będą czasem powrotu do zdrowia. Dla jego rodziny — próbą zmierzenia się z bólem po stracie dwojga bliskich osób.

Najtrudniejsze pożegnanie

29 sierpnia rodzina Klaudii i Mateusza miała pożegnać młode małżeństwo. Oboje mieli spocząć razem w jednym grobie na cmentarzu w Żywcu.

Dla ich bliskich jest to dramat, z którym trudno się pogodzić. Jeszcze niedawno Klaudia i Mateusz planowali przyszłość, wychowywali synka i przygotowywali się do powrotu do codziennych obowiązków.

Dziś ich rodzina została postawiona przed zupełnie innym zadaniem — wychowaniem małego Oliwiera bez jego rodziców.

Śledztwo w sprawie tragicznego wypadku trwa. Kierowca samochodu został zatrzymany, usłyszał zarzuty i trafił do tymczasowego aresztu. Okoliczności tragedii są nadal szczegółowo badane przez śledczych.