Przejechali 100 kilometrów z martwym synem. Rodzice byli przekonani, że śpi

0
992

Niewyobrażalna tragedia wydarzyła się na włoskiej autostradzie A21. Rodzice 31-letniego mężczyzny przez około 100 kilometrów byli przekonani, że ich syn śpi na tylnym siedzeniu samochodu. Dopiero podczas postoju odkryli, że mężczyzna nie żyje. Ratownicy, którzy przybyli na miejsce, nie byli już w stanie mu pomóc.

Do dramatycznego zdarzenia doszło w niedzielę 16 sierpnia we Włoszech. Rodzina pochodząca z Rumunii podróżowała autostradą A21 w kierunku Turynu. Za kierownicą siedział ojciec, obok niego znajdowała się matka, natomiast ich 31-letni syn podróżował na tylnym siedzeniu.

Początkowo nic nie wskazywało na tragedię. Mężczyzna przestał rozmawiać z rodzicami, ale ci uznali, że po prostu zasnął podczas podróży. Jak wynika z relacji cytowanych przez włoskie media, jeszcze około 100 kilometrów wcześniej rodzina miała z nim kontakt.

Zatrzymali się na stacji benzynowej

Z czasem rodzice zaczęli próbować nawiązać kontakt z synem. Mężczyzna jednak nie odpowiadał. Wtedy postanowili zatrzymać samochód na jednej ze stacji benzynowych w prowincji Pawia, na odcinku między Casteggio a Vogherą.

To właśnie tam odkryli, że sytuacja jest znacznie poważniejsza, niż początkowo sądzili. 31-latek nie miał wyczuwalnego pulsu. Rodzice natychmiast wezwali pomoc.

Na miejsce przyjechali ratownicy medyczni. Niestety, mimo podjętych działań mogli jedynie potwierdzić zgon mężczyzny.

Mężczyzna miał problemy z sercem

Okoliczności śmierci 31-latka nie zostały jeszcze ostatecznie wyjaśnione. Rodzice przekazali jednak lekarzom, że ich syn miał wcześniej niewielkie problemy z sercem.

Według wstępnych informacji jedną z rozważanych przyczyn śmierci mógł być zawał serca. Na tym etapie nie ma jednak ostatecznego potwierdzenia, że właśnie do niego doszło. Dokładną przyczynę zgonu mają ustalić odpowiednie służby.

Trudno wyobrazić sobie rozpacz rodziców

Dla rodziców chwila, w której zorientowali się, że ich syn nie śpi, lecz nie żyje, musiała być ogromnym szokiem. Przez znaczną część podróży byli przekonani, że ich dziecko odpoczywa na tylnym siedzeniu.

Tragedia pokazuje również, jak nagle może dojść do poważnego zagrożenia zdrowia, nawet u stosunkowo młodej osoby. W tym przypadku wszystko wskazuje na to, że dramat rozegrał się niezauważenie podczas podróży.

Sprawą zajmują się włoskie służby. Śledczy będą wyjaśniać dokładne okoliczności śmierci 31-latka oraz ustalać, co wydarzyło się podczas przejazdu autostradą A21.