Podczas prac sejmowej komisji śledczej ds. Pegasusa padły oskarżenia, które wywołały gwałtowną reakcję. Były minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro, składając zeznania, stwierdził, że adwokat Roman Giertych miał być inwigilowany systemem Pegasus, a jednocześnie nazwał go „złodziejem, który organizował na dużą skalę proceder złodziejstwa”. Wypowiedź wywołała błyskawiczną odpowiedź ze strony Giertycha.
Były wicepremier poinformował publicznie, że złoży zawiadomienie przeciwko Ziobrze, oskarżając go o składanie fałszywych zeznań, zniesławienie oraz zniewagę. – „To kłamstwa, które wielokrotnie obalały już sądy. Ziobro przegrał ze mną sześć razy, próbując udowodnić podobne tezy” – podkreślił Giertych w swojej reakcji.
Ziobro, odnosząc się do tzw. afery Polnord, wskazywał, że Giertych miał działać na szkodę spółki. W 2020 roku adwokat usłyszał w tej sprawie zarzuty prokuratorskie, jednak śledztwo zostało ostatecznie umorzone. Prokuratura uznała wówczas, że nie doszło do przestępstwa.
Spór ma szerszy kontekst polityczny. Komisja ds. Pegasusa bada, w jaki sposób i wobec kogo stosowano system izraelskiej produkcji, oraz czy jego użycie było zgodne z prawem. Wykorzystanie Pegasusa wobec osób publicznych – w tym Giertycha – od lat budzi kontrowersje i pytania o granice inwigilacji w państwie demokratycznym.
Zapowiedź Giertycha oznacza, że starcie między dwoma politykami przeniesie się z sali sejmowej i przestrzeni medialnej na grunt prawny. Jeśli zawiadomienie zostanie złożone, sprawą zajmą się organy ścigania. Tymczasem konflikt na linii Giertych–Ziobro staje się kolejnym elementem polityczno-prawnej batalii, która towarzyszy aferze Pegasusa od początku jej nagłośnienia.











































