Moskwa/Mińsk. Władimir Putin pojawił się na poligonie Mulino w obwodzie niżnonowogrodzkim, gdzie trwają rosyjsko-białoruskie ćwiczenia wojskowe Zapad-25. W wydarzeniu uczestniczył także Aleksander Łukaszenka. Obydwaj przywódcy podkreślili znaczenie manewrów, a ich wypowiedzi zostały odebrane na Zachodzie jako element demonstracji siły.
Według danych rosyjskiego ministerstwa obrony, w ćwiczeniach bierze udział około 100 tys. żołnierzy oraz 10 tys. jednostek sprzętu wojskowego. Putin stwierdził, że manewry są dowodem „zdolności do bezwarunkowej obrony suwerenności i integralności państwa związkowego Rosji i Białorusi”.
Broń jądrowa i pociski hipersoniczne
Jeszcze mocniej zabrzmiały słowa Łukaszenki. Białoruski przywódca ujawnił, że podczas ćwiczeń symulowano użycie taktycznej broni jądrowej oraz zaprezentowano nowy rosyjski pocisk hipersoniczny „Oriesznik”. – Musimy umieć posługiwać się całym arsenałem, od konwencjonalnych systemów po broń jądrową, inaczej nie byłoby sensu stacjonować na Białorusi – podkreślił.
Jednocześnie Łukaszenka zapewnił, że jego kraj nie ma zamiaru grozić tym arsenałem sąsiadom. Jednak sama skala i charakter ćwiczeń wywołały wątpliwości wśród analityków i obserwatorów międzynarodowych.
Demonstracja czy zastraszanie?
Zarówno Rosja, jak i Białoruś przedstawiają Zapad-25 jako regularne ćwiczenia obronne. Jednak sposób, w jaki komunikowane są szczegóły manewrów, wskazuje na próbę wywarcia presji psychologicznej na Zachód.
Pokazywanie gotowości do użycia broni jądrowej i nowoczesnych technologii militarnych ma nie tylko wymiar wojskowy, ale i propagandowy. Zdaniem ekspertów to kolejny etap polityki odstraszania, w której Moskwa i Mińsk starają się zasiać niepokój wśród sąsiednich państw NATO.
Napięcia w regionie rosną
Manewry Zapad zawsze budziły niepokój w regionie. Ze względu na ich skalę i bliskość granic państw członkowskich NATO, Polska i inne kraje sojuszu monitorują sytuację z najwyższą uwagą.
Choć oficjalne deklaracje Rosji i Białorusi mówią o „obronnym charakterze ćwiczeń”, przekaz Putina i Łukaszenki trudno odczytać inaczej niż jako ostrzeżenie skierowane do Zachodu.











































